|

Typ angielski czy typ amerykański w Rasie Sheltie – co wybrać?

Dyskusja w Europie na ten temat toczy się od wielu lat i zdaje się nie mieć końca. Zadziwiające, że toczy się wyłącznie w Europie w kilku krajach jak Polska, Niemcy, Austria, Finlandia, w których to krajach są importy sheltie ze Stanów Zjednoczonych i praktykuje się mieszanie obu typów. Takie kraje jak Francja, Szwecja, Norwegia, Dania, Rosja, Litwa, Czechosłowacja, Węgry i oczywiście UK, poza nielicznymi wyjątkami, trzymają się ściśle typu angielskiego.

Przedstawię tutaj swoją opinię, która wynika z moich osobistych doświadczeń i są to moje wnioski hodowlane.

Swojego czasu byłam gorącą zwolenniczką sprowadzania z USA czy Kanady owczarków szetlandzkich i wprowadzania ich do programu hodowlanego. Sama sprowadziłam dwa Championy Kanady, z których jeden doczekał się w Polsce wielu dzieci.

Jak większość, uważałam, że dolanie krwi psów amerykańskich poprawi dość kiepskie eksterierowo w tamtym czasie owczarki szetlandzkie. Poprawi głowę, doda nieco lepszą kość i zdecydowanie polepszy włos.

Po kilku latach z niesmakiem stwierdziłam, że jest to błąd.

Sheltie wcale się nie poprawiają, a wręcz ulegają destrukcji jako rasa. Przypomnę, że owczarek szetlandzki jest tak zwaną rasą głowy, a więc ta głowa jest w nim niezmiernie istotna. Jeśli się okazuje, że uzyskujemy bardzo różne głowy, każda inna, to znaczy, że rasa nie idzie w dobrym kierunku.

Bardzo ciężko uzyskać z takiej pary jednolity w wyrazie miot. Każde szczenię praktycznie mocno się od siebie różni i chociaż każdy nadal jest oczywiście owczarkiem szetlandzkim, to jednak tracimy możliwość uzyskania swojego typu, swojego stempla, o podążaniu do ideału we wzorcu nie wspominając.

Po takim doświadczeniu wiedziałam już, że robię źle i należy swój program hodowlany poprawić i zmienić kierunek.

Mogłam wybrać – decyduję się na czystą linię amerykańską lub czystą linię angielską. Wiedziałam już, że mieszanie tych typów nie ma najmniejszego sensu.

Wybrałam linię angielską. Dlaczego?

Powód jest bardzo prosty – mieszkam w Polsce. W Europie. Obowiązuje mnie więc wzorzec FCI – międzynarodowej organizacji kynologicznej z siedzibą w Brukseli, bo do tej organizacji należy Związek Kynologiczny w Polsce ZKwP, którego jestem członkiem.

FCI nie tworzy wzorców ras. FCI skupia europejskie kraje i dysponuje wyłącznie wzorcami ras, z którego pochodzi dana rasa (niekoniecznie europejska, ale zatwierdzona przez FCI).

Najwięcej ras utworzyła Wielka Brytania i Wielka Brytania jest właścicielem wzorca owczarek szetlandzki.

Tylko Wielka Brytania ma prawo moderować, zmieniać ów wzorzec. Nie wolno tego robić nikomu innemu. Logiczne jest więc, że tylko typ angielski będzie typem prawidłowym na terenie Europy.

Sędziowie w Europie na wystawach pod egidą FCI są zobligowani do oceniania psów pod kątem wzorców FCI. Nie zawsze tak bywa (niestety), ale to już jest zupełnie inny temat.

O odrzuceniu typu amerykańskiego zadecydował też słaby materiał, jakim dysponuje Europa. Kilka nawet dobrych importów to zdecydowanie za mało, by utrwalić typ w tej jakości.

Na świecie są dwie najważniejsze wystawy psów rasowych – Angielski Crufts i Amerykański Westminster.

Wydaje mi się, jako hodowcy, że celem hodowli jest wyhodowanie takiego zwierzątka, które miałoby szansę stanąć na podium na takiej wystawie.

Nie ma szansy, by typ amerykański wygrał na angielskim CRUFTSie (bardzo mocno różni się od psów angielskich), a wyhodowane w Europie psy z amerykańskim rodowodem, raczej nie mają szans na wystawie w Westminster, bowiem europejskie psy różnią się od psów amerykańskich…

Wybór dla mnie był zatem prosty. Zaczęłam importować psy wyłącznie w typie angielskim i nigdy nie wróciłam do miksowania tych typów.

Amerykanie stworzyli owczarka szetlandzkiego, który tak bardzo różni się od swojego pierwowzoru sheltie angielskiego głową, ale też budową ciała, że wiele głosów proponuje rozdzielenie tych typów i sędziowanie ich na innych ringach.

Czy słusznie?

W mojej opinii, zbyt mało mamy w Europie czysto amerykańskich psów tak wysokiej jakości, by tworzyć dla nich osobny ring na wystawach. Nie wiadomo też, co zrobić z dużą ilością tzw miksów i jak je sklasyfikować. Sędziowie musieliby sobie z tym poradzić, a póki co z fachowością sędziów w konkretnych rasach jest duży kłopot 🙁

Ten wpis nie ma na celu ingerencji w inne hodowle i wytyczanie im jedynie słusznego kierunku. Uważam, że każdy z nas decyduje sam i sam swoim nazwiskiem odpowiada za jakość wyhodowanych przez siebie psów. Mój wpis ma na celu wyłącznie przedstawienie mojej opinii opartej na doświadczeniu wielu lat hodowli psa rasowego.

Jaki będzie wybór – to już pozostawiam Wam 🙂

Podobne wpisy